czwartek, 21 marca 2013

Poznajcie geniusza Part 1 - Stevie Wonder




Znacie, prawda? No bo kto by nie znał „I Just Call To Say I Love You", ale czy wiecie, że ten pan jest geniuszem? Wiedzą to pewnie tylko Ci, którzy go znają osobiście (do tych niestety nie należę), śledzą jego twórczość, cenią ją i wielbią (i tu wpisuję się na długą listę fanów z całego świata).
Docenią tylko Ci, którzy kochają muzykę, R'n'B, soul, jazz, blues... Ci, którzy lubią drążyć, szukać, odkrywać…
Bardzo lubię ten niedosyt, poszukiwanie i wreszcie moment gdy znajduję to coś,  coś nowego, co mnie zachwyci i zostanie już na zawsze w głowie, sercu i na półce z płytami.
Żyjemy niestety w plastikowych czasach, plastikowa bywa muzyka, relacje między ludźmi, uroda plastikowa, jedzenie itd. Dziś „artystą” nazywana jest często poprzebierana małpka, skacząca po scenie, to taki ktoś, czyje nazwisko nie schodzi ze stron brukowców i portali internetowych, to ten, który nagrywa dwa kawałki bez tekstu, za to z chwytliwą melodią. Tacy dziś też nazywani są „artystami”.
Najwspanialsze lata w muzyce według mnie to  lata‘60, ‘70 i ’80.
W tamtych czasach wszyscy wielcy się rodzili, tworzyli i umierali.
Pink Floyd, Led Zeppelin, The Beatles, The Doors, Jimi Hendrix, Janis Joplin, The Roling Stones, Ray Charles, James Brown, Bob Dylan, Bob Marley, Czesław Niemen… Elvis, Frank Sinatra, Quincy Jones,  Prince, Aretha Franklin, Lionel Richie, Freddie Mercury, Michael Jackson, Whitney Houston, no i oczywiście Stevie Wonder. To tylko grono wybranych przeze mnie wielkich muzyków, prawdziwych artystów, było i nadal jest ich znacznie więcej…
Stevie Wonder, a właściwie Stevland Hardaway Judkins urodził się w 1950 roku jako wcześniak, a nadmiar tlenu w inkubatorze doprowadził do utraty wzroku.
Jak wiadomo ludzie niewidomi mają znacznie bardziej wyostrzone pozostałe zmysły… słuch, dotyk, zapach, wyobraźnię i co się z tym wiąże wysokie libido, bo Stevie wyczarował sobie siedmioro dzieci, a wspaniały Ray Charles dwanaścioro :-).
Karierę muzyczną rozpoczął w wieku 12 lat. W 1966 roku podczas jednej z sesji w BBC zagrał jako perkusista z zespołem Jimiego Hendrixa, The Jimi Hendrix Experience. Gra też na harmonijce ustnej, fortepianie i organach.
Przez ponad 43 lata kariery nagrał 32 albumy, zdobył 26 nagród Grammy, jest jedną z przodujących osób na amerykańskiej i międzynarodowej scenie muzycznej.


Ma niepowtarzalny styl, charakterystyczny głos i ruch sceniczny (kto widział koncerty wie co mam na myśli).
Współpracował z największymi, Johnem Lennonem, Rayem Charlesem, z Paulem McCartneyem, z którym nagrał singiel „Ebony & Ivory”. Wspólnie z wieloma ówczesnymi gwiazdami sceny muzycznej ("USA for Africa") uczestniczył w nagraniu charytatywnego singla „We Are The World”, którego celem było zebranie pieniędzy dla głodującej Afryki. Pomysłodawcą był Harry Belafonte, producentem Quincy Jones, a słowa napisali Michael Jackson i Lionel Richie.
Utwór odniósł ogromny sukces i zebrał $90 mln zysku. Zawsze fascynuje mnie w takich przedsięwzięciach ten luz wykonawców, profesjonalizm, radość i autentyczność każdego z nich. Podobnie i tu, każdy z muzyków pokazał swój niepowtarzalny styl, każdy był prawdziwy, w 100% zaangażowany, pozytywny, idealny. 
Uwielbiam ten utwór, każdy jego moment, zidentyfikowałam każdego wykonawcę i mam swoje ulubione momenty :-).
Czy jest ktoś kto tego nie zna?



Stevie Wonder występował też z moim największym idolem, o którym już na pewno wiecie :-). George wprowadził do swojego repertuaru kilka utworów mistrza, m.in.: „They Won’t Go When I Go” (tu uczeń prześcignął mistrza moim zdaniem), „As” nagrany wspólnie z Mary J. Blige, „Knocks Me Of My Feet” i inne.
W 2011 roku Stevie Wonder uczestniczył w charytatywnym koncercie zorganizowanym przez Stinga z okazji jego 60 urodzin gdzie wykonał "Fragile" w taki sposób, że ciarki mam na całym ciele za każdym razem gdy to słyszę.


Spróbuję podać kilka moich ulubionych utworów, choć jak o tym piszę tera,z to już się boję że nie dam rady wybrać tych paru spośród tylu wspaniałości. Acha, kolejność będzie przypadkowa :-).
 1. "Part Time Lover" w wersji koncerowej ze znakomitym, długim wstępem...


2. "Isn’t She Lovely" – napisał ten utwór po narodzeniu swójej córki Aishy, która teraz występuje z nim na konertach (to ta piękna dziewczyna w środku) 


3. " Over Joyed"
4. "My Cherrie Amour"
5. "Ribbon In The Sky"
6. "Free"
7. "Creepin’"
8. "Rocket Love"
9. "Lately"
10. "Don't You Worry 'Bout A Thing"
11. "You and I" – George też to zaśpiewał, specjalnie na ceremonię zaślubin księcia Wiliama z Kate, ale Stevie'go nie pokonał :-)
12. "Moon Blue"
13. "My Love Is On Fire"
14. " So What The Fuss" – z gitarą Prince’a której nie można nie rozpoznać i dziewczynami z En Vogue


15. "A Time To Love" – wspaniały tytułowy utwór z ostatniej płyty o tym samym tytule.



No i wiedziałam, że tak będzie, założyłam sobie wybrać kilka, a wyszło kilkanaście, choć i tak bardzo się ograniczałam :-).

W 1989 roku Stevie Wonder został wprowadzony do "Rock And Roll Hall of Fame". W tym samym roku odwiedził nasz kraj i wspierając "Solidarność" dał koncert na stadionie w Warszawie, a na specjalnym spotkaniu w jednej z warszawskich kawiarni zaśpiewał wspólnie z Janem Lityńskim i Jackiem Kuroniem „I Just Call To Say I Love You”. 
Wtedy istniał dla mnie tylko jeden wielki ideał muzyczny, dlatego nie mogłam nawet chcieć tam być, ale wierzę mocno, że spełnię swoje kolejne muzyczne marzenie i będę mogła usłyszeć i zobaczyć go na żywo.


14 komentarzy:

  1. Zdążyłam przesłuchać 'Fragile' WOW. Wrócę po resztę z kawą :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Mimo wszystko ja dodaję "I Just Called to Say I Love You" :) Stevie jest idealny na babskie wieczory z winkiem albo na kolację, wcale nie samotną ;) Stevie jest po prostu idealny. Ja uwielbiam mieszać jego głos z głosem Barry White'a - taki idealny wieczór :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ale się cieszę, że komuś się podoba :-)! Mela, faktycznie Fragile wymiata, perełka jakich mało :-). Deli, też lubię I Just Call... (żeby nie było :-)), ale dla mnie ten kawałek to trochę tak jak Last Christmas w przypadku Dżordża (Wham!) :-), piękny ale może przez to, że tak "często używany", troszkę "zużyty" :-).

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie wiem jak to się stało, że trafiłem na ten blog ale niezmiernie się cieszę, gdyż widzę, że są w tym kraju ludzie (oprócz kilku dziennikarzy muzycznych), którzy doceniają Steviego i choć trochę wgłębili się w jego twórczość. Do Steviego trafiłem poprzez mioch "półbogów" Johna Lennona oraz Paula McCartneya. Od samego początku poczułem, że ten człowiek jest tytułowym "geniuszem". Znam na wylot twórczość Beatlesów, oni mnie nauczyli słuchać muzyki. Dzięki temu każda sesja z albumem Wondera (w szczególności albumem z okresu klasycznego) jest dla mnie wydarzeniem wyjątkowym. Boli mnie jednak, że artysta ten jest nieco niedoceniany w świecie muzycznym. Albumy takie jak Innervisions, Fullfilingness First Finale czy Songs In The Key Of Life znajdować powinny się na szczytach wszelkich notowań (no może zaraz po Sgt. Peppers Lonely Hearts Club Band i Revolverem ;)) A odnosząc się do I Just Called To Say I Love You, uważam, że utwór ten wyrządził krzywdę Steviemu, gdyż zdefiniował go w oczach ludzi, jako artystę tworzącego "silly love songs", a jak wiemy słuchając choćby You Haven't Done Nothin, Living For The City czy They Won't Go When I Go, facet potrafi pokazać pazur. Mam ogromne szczęście, mogąc w tym roku zobaczyć na żywo wielkiego Paula McCartneya, lecz moja muzyczna dusza nie zostanie ukojona, dopóki nie ujrzę przed sobą na scenie Little Stevie Wondera ("Big Stevie, Big...", jak poprawił w 1971 roku Dick Cavett Johna Lennona podczas wywiadu), gdyż wśród ogromnej dyskografii Wondera, albumy koncertowe takie jak Natural Wonder czy Live At Last są perełkami, świadczącymi o niezwykłym talencie Steviego oraz o fakcie, że mijający czas tego faceta nie dotyczy ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za komentarz :-)! Ogromnie się cieszę, że trafiłeś tu do mnie i dostrzegłeś moją pasję :-). To prawda, jest nas pewnie niewielu w Polsce którzy znają wielkość Steviego, ale dzięki temu że się odezwałeś zaczynam wierzyć że gdzieś tam są jeszcze ludzie podobni do mnie, trochę pochowani wśród swoich ważnych albumów i fascynacji, wierni im wbrew trendom, wbrew wszystkiemu.. Dla mnie trafić na człowieka, z którym można porozmawiać o dobrej muzyce to trochę tak jak znaleźć jakiś drogocenny skarb...:-). Co do twórczości Beatlesów, ich wielkość jest niezaprzeczalna :-). Posiadam w swojej płytotece tylko jeden ich album (White Album) i jeden krążek G. Harrisona, zawsze jednak ogromnie ceniłam wszechstronność i wielkość chłopaków z Liverpoolu :-). John był i jest ikoną, a Paul...cóż, zazdroszczę, że będziesz mógł usłyszeć go na żywo :-). Ja swojego idola widziałam już na czterech koncertach i wciąż mi mało :-). Był też Prince, Lenny Kravitz...z wielkich których uwielbiam, ale do pełni szczęścia brakuje jednak Steviego :-). Wierzę mocno, że uda mi się zobaczyć go na żywo, jeśli nie w naszym, to w innym kraju...byleby zaczął znowu koncertować :-). Pozdrawiam! Ps: Twój komentarz odczytałam słuchając albumu "A Time To Love", cóż za zbieg okoliczności :-)

      Usuń
  5. Super artykuł dotyczący Steviego :) Dzięki za niego. Ja śledzę jego karierę już długo , jeżdzę na jego europejskie koncerty , miałem okazję spotkać się z nim w 2008r. podczas trasy "Wonder Summers Night" Zaliczyłem 13 koncertów z jego udziałem i nadal czuję niedosyt stąd czekam na kolejne w Europie. Fajnie ,ze są i mnie podobni jego fani :)

    Pozdrawiam Piotrek :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chciałem jeszcze dodać ,ze starałem sie dowiedzieć firmy fonograficznej z Warszawy o możliwości zaproszenia Steviego do Polski ale kwota jaką mi podał była totalnie abstrakcyjna :/ Jaka szkoda ,ze nie mam kasy by to zrealizować . Mam cichą nadzieję ,ze ktos jednak go w końcu zaprosi . Np. radio Złote Przeboje co roku organizuje takie koncerty dla gwiazd , był i Elton John , i Guns&Roses teraz Rod Stewart wiec moze i Stevie sie pojawi ? Napiszę do nich z zapytaniem :)
      Jeszcze raz pozdrawiam fanów Steviego

      Usuń
    2. Piotrek, cieszę się że tu trafiłeś i że Stevie też jest Ci bliski (jeśli tak to mogę ująć :-)). Zazdroszczę Ci tych 13 koncertów, każdego jednego! :-). Napisz coś więcej, jakie wrażenia, jaki jest na żywo, domyślam się, że fantastyczny, ale liczę na więcej szczegółów :-). Ps: a jaką kasę Ci podali w Wawie, jeśli oczywiście możesz napisać...? Masz swój ulubiony kawałek Steviego...?

      Usuń
    3. Czesc :)

      Wiec moje początki Wondera to chyba rok 84 kiedy wujek pasjonat muzyki zaraził mnie jako małego chlopaka muzyką "czarnych" ale nie tyko Stevie był na tapecie ale przede wszystkim jazz , blues i ryth&blues . Jednak zakchochałem się w Wondera muzyce .Pamiętam jak na 1 moim magnetofonie nagrał mi "Songs in the key of life " . Pytałem się wtedy mamy czy moge w nocy po cichu sobie tego sluchać :) Piękny album . Po nim poleciały już następne .W 91r roku jako niepełnoletni kupiłem po cichu bilet autobusowy do (wtedy)Berlina Zachodniego i uciekłem z domu na 3 dni specjalnie po płyty Wondera :) Kupiłem wtedy Jungle Fever ,2 single , i chyba The Secret life of plants " Błąkałem się wtedy 2 dni po ulicach Berlina nim powrotny kurs autobusu zabrał mnie do PL wracając z Hamburga . Miałem też epizod jak byłem w Dolinie Chochołowskiej na obozie ze szkoły i byliśmy w Zakopcu na wycieczce .Wtedy wlasnie w sklepie muzycznym na Krupówkach zobaczyłem In Square Circle . Po powrocie do obozu poprosiłem wychowawcę by pozwolił mi pojechać do Zakopanego po tą płytę ale się na to nie zgodził . Uciekłem wtedy z obozu i sobie ją kupiłem .Takich dziwinych historii miałem kilka :)
      No wiec wracając do meritum , muzyka Wondera towarzyszy mi już bardzo długo. Posiadam bardzo dużą kolekcję jego nagrań zapewne częsci z nich nie słyszeliście .Wszystko dzięki przyjaciołom których poznałem dzięki wyjazdom głownie do UK ale też i Holandii .
      Mam sporo przyjaciół też jak ja ześwirowanych .Długo by opowiadać jakie piękne i wesołe chwile się przeżyło:) Koncerty Steviego są bardzo energetyczne. Jak np. wychodziłem z O2 Arena czy po koncercie w Berlinie ludzie śpiewali już wracając do domu w metrze czy na ulicach . Dla prawdziwych fanów to wielkie przeżycie. Nie da się opisać emocji ale sa naprawdę wielkie. Widze ,ze jesteś fanką/em Princa wiec zapewne wiesz jakie to przeżycia w przypadku swojego idola. Nie bardzo wiem co napisać bo mam całą masę różnych myśli na ten temat co sprawia ,ze moja wypowiedź jest zbyt chaotyczna . Nie mam jakiegoś jednego ulubionego utworu czy albumu . Nie przepadam za jego nagraniami z okresu Little Stevie Wonder gdy głos jeszcze miał zbyt dziecięcy. Na usta mi się wlaśnie ciśnie jeden z moich ulubionych utworów "Moon Blue " czy Shelter in the Rain" ale też Golden Lady ,większośc utworów z Songs in the key of life" :)
      Dodam jeszcze ,ze nie nudzę się nigdy słuchając prawie codziennie jego twórczości. Mogę to robić permanentnie :) Co do ceny tych koncertów ,to agencja podala kwotę coś ok 2-3 mln .Cena abstrakcyjna.Pytałem Keith Johna (wokalisty z bandu Wondera) ile kosztuje taki wystep ale odesłał mnie do brata Wondera króry się tym zajmuje. Niestety w dniu jak się chciałem tego dowiedzieć brata nie spotkałem choć poznałem się z nim w Manchesterze jak dostałem wejściówke "Meet and Greet "
      Czekam na jego występ w Europie tego roku . Nie ma innej rady :)
      Pozdrawiam

      Piotr

      Usuń
  6. Tak przy okazji polecam fajny utwór Steviego koncertowym wykonaniu :)
    http://www.youtube.com/watch?v=H7rTs-Qm4Y8

    OdpowiedzUsuń
  7. Piotrek, Twoje młodzieńcze "wyskoki" są naprawdę imponujące, czego nie robi się dla pasji... :-)! Ja w 91 roku też byłam niepełnoletnia, ale nie byłam aż tak odważna i zbuntowana :-)."Moon Blue" też jest jednym z moich ulubionych utworów, ale podobnie jak i Ty, ja mam wiele takich najulubieńszych :-). Dziękuję też za linka, utwór znam i bardzo lubię :-). A Tobie udało się spotkać Steviego osobiście???!!! Moim największym idolem od zawsze, a właściwie odkąd skończyłam 8 lat jest George Michael, też byłam na kilku jego koncertach i zawsze po takiej dawce emocji nie mogę wrócić do siebie przez kilka dni :-). Uwielbiam też Prince'a, Lennego Kravitza, oczywiście Stevie Wondera i kilku innych..., a teraz do moich idoli dołączył fantastyczny wokalista i gitarzysta Doyle Bramhall II :-). Znasz? Właśnie w sobotę wróciłam z koncertu Erica Claptona w Łodzi gdzie Doyle występował wspólnie z gwiazdą. Doyle zafascynował mnie po obejrzeniu koncertu Rogera Watersa w Oregonie z 2000 roku, a po koncercie Claptona totalnie straciłam głowę :-). Szukam teraz możliwości dotarcia do niego w jakiś sposób... Bardzo chciałabym poznać go osobiście...pewnie ciężko będzie, ale myślę, że nie ma rzeczy niemożliwych, gdy bardzo się chce :-)(trasa koncertowa kończy się 19.06.2013, więc jest jeszcze czas :-)). Może mógłbyś mi podsunąć jakieś pomysły, jak dotrzeć do niego? Do managementu jest tylko kontakt telefoniczny...żadnych maili itd. A Tobie jak udało się zdobyć taką wejściówkę "Meet and Greet"?

    OdpowiedzUsuń
  8. Pierwsze i póki co jedyne spotkanie ze Stevlandem miało miejsce w Manchesterze. Dzięki "Stevie Wonder yahoo group " w 2003/04 poznałem poznałem kilku zapaleńców takich jak ja .Dołączyłem do tej grupy i zacząłem intensywnie brać udział w jej życiu . To jak się pozniej okazało ,a na co nie liczyłem otworzyło mi drzwi do wspomnianego spotkania. W 2004 Wonder zaraz odbył 3 dniowe tourne po Skandynawi gdzie się udałem na jego koncert do Sztokholmu .Tam też zebrała się wspomniana ekipa z yahoogroup .Byli wśród nich sami obcokrajowcy z różnych stron świata którzy przyjechali na wspólne spotkanie i oczywiście na koncert.Jeden z Amerykanów zna Wondera osobiscie , był przy nagrywaniu The Secret life of plants i to w sumie dzięki niemu i niejakiemu Bruno , Włochowi 4 lata później dostałem wymarzony Meet & Greet :) Włoch znał dobrze brata Steviego a wszystko dzięki Amerykaninowi na którego ciągle się powoływał :)
    W każdym razie jak przylecialem na koncert do Manchesteru, Bruno zapytał czy chce iśc na takie spotkanie razem z pewnym Holendrem i człowiekiem z Trinidad i Tobago ,Oczywiscie wszyscy jednogłośnie chcieli wiec załatwił nam to spotkanie a sam odpuścił sobie widzenie ze Stevim ponieważ widział się z nim juz wczesniej 2 krotnie. Tak to mniej więcej pokrótce wyglądało :)
    Widzę ,ze też Twoją karmą są koncerty :) Ja bardzo lubię takie wydarzenia , jeżdzę bardzo duzo na koncerty Dżemu . Uwielbiam ich muzykę i texty .
    Jeśli chodzi o takie spotkanie to zgadzam sie ,ze nie ma rzeczy niemożliwych . Sam na swojej skórze stwierdzam ,ze marzenia się naprawdę spełniają lecz czasami trzeba na nie niestety poczekać :P W każdym razie chyba opcja z managementem jest jedynie możliwa . Jeśli nie znasz nikogo z ekipy technicznej to trudno w inny sposób by sie do niego dostać .Nie próbowałem nigdy w ten sposób dotrzeć do Wondera bo miałem już "utorowaną drogę "
    George Michael jest bardzo dobrym wokalistą , znam dość dobrze jego twórczość wiem ,ze Wonder był dla niego inspiracją . Zaśpiewali razem kilkakrotnie z tego co pamiętam. W tej chwili przypominam sobie "Love in need of love today" ale były i inne piosenki . Zresztą George spiewa kilka utwórów Steviego :) Wie co dobre :P
    Jeszcze nie znam tego muzyka "Doyle Bramhall II " ale chętnie posłucham , a czy ty znasz Donny Hathawaya ? a czy podoba Ci się muzyka zespołu "Incognito" ? Ciekaw jestem czy ten nurt Cię interesuje .
    Clapton , wiadomo klasyka .Zawsze byl i nadal jest wspaniałym muzykiem. Też miał epizod z Wonderem którego utwór zkowerował zresztą całkiem nieźle .Znasz ?

    OdpowiedzUsuń
  9. Ależ Ci zazdroszczę :-)! Podaj proszę namiar na tę grupę (jeśli nadal istnieje), chętnie do niej dołączę :-). Skąd wiesz, że w tym roku Stevie ma koncertować w Europie, to pewne? Tak, tak, mój George inspiruje się Stevie Wonderem :-). Nagrał m.in. "They wont go when i go", "You and i", "Knocks me of my feet" i kilka innych fantastycznych utworów Steviego. Danny Hathawaya znam, był świetnym artystą, podobnie zresztą jak Marvin Gaye... Incognito kojarzę, ale raczej bez pomocy youtube nie przychodzi mi na myśl żaden ich utwór... :-(. A Eric nagrał oczywiście fantastyczną wersję "I ain't gonna stand for it" of course :-)! A na koncercie Erica była cała plejada fantastycznych muzyków, m.in. również Paul Carrack na klawiszach i czasami z wokalem...ale on ma fantastyczny głos, kojarzysz? Jeśli nie, to na pewno musisz znać: http://www.youtube.com/watch?v=qYRmQRtS3cw.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za linka . Wstyd przyznać ,kawałek dobrze znam ale nigdy dokładnie nie wiedziałem kto go gra. Na początku przypuszczałem ,ze to być może jest Mike and Mechanics bo w trójce czasami słyszę ten kawałek .Bardzo przyjemny utwór :)
      Co do grupy to oczywiście cały czas istnieje , tu masz linka :) http://launch.groups.yahoo.com/group/stevie-wonder/ Póki co nie ma za dużo poruszenia na grupie bo Wonder też niewiele robi .Bywają takie momenty ale zapisz się , co Ci zalezy :)
      Cieszę sie ,ze jesteś tak dobrze zorientowana w tych kawałkach .Sprawiasz mi radość bo nie jestem sam :)
      Niestety nie ma jeszcze żadnych pogłosków o jakiejś trasie Steviego w Europie ale zapewne jeśli tylko się o tym dowiem przekażę Ci tą informację :)
      Kiedyś szukałem poprzez neta osoby która by pojechała lub spotkała ze mną w Berlinie na koncercie .Niestety się to nie udało ,a poźniej na miejscu okazało się ,ze przyjchala parka z Wrocławia i jeszcze jedna dziewczyna specjalnie na ten koncert i razem się bawiliśmy . Teraz będę miał w razie czego kogo namówić :) Znalazłem tego linka
      http://forum.gazeta.pl/forum/w,12488,111029850,,Stevie_Wonder_w_Berlinie_szukam_osoby.html?v=2


      Usuń

Dziękuję za odwiedziny na moim blogu i za pozostawiony komentarz. Zapraszam ponownie :-).

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...